piątek, 1 stycznia 2016

Podsumowanie roku w pytaniach

Podsumowanie roku w pytaniach


Wszyscy wokoło ogarnięci są noworocznymi postanowieniami i symboliczną "wielką zmianą" nadchodzącą wraz z nowym rokiem. A co gdyby zanim dojdziemy do postanowień, przyjrzeć się minionym dwunastu miesiącom?

Porażkom i wyciągniętym z nich lekcjom.
Doświadczeniom.
Chwilom wartym zapamiętania.
Przełomom, osiągnięciom i sukcesom.

To dobry moment by zwolnić, docenić wszystkie małe i wielkie rzeczy, które wydarzyły się w naszym życiu w minionym roku. Przyjrzeć się temu, co dawało nam radość, a co nie.

Zapisz odpowiedzi, albo przedyskutuj je z przyjaciółmi :)



Twój rok 2015

1. O jakim wydarzeniu z minionego roku będziesz opowiadać swoim wnukom?
2. Jeśli miałabyś opisać 2015 w trzech słowach, jakie by one były?
3. Czego nowego się o sobie dowiedziałaś?
4. Z jakiego pojedynczego osiągnięcia jesteś najbardziej dumna?
5. Jakie były najlepsze wiadomości, które usłyszałaś?
6. Które z odwiedzonych w 2015 roku miejsc byłoby Twoim ulubionym?
7. Które z Twoich osobistych umiejętności najbardziej przydały się w minionym roku?
8. Kto był osobą, na której najczęściej mogłaś polegać?
9. Jakie nowe umiejętności zdobyłaś?
10. Za co lub komu jesteś najbardziej wdzięczna?
11. Gdyby ktoś napisał książkę o Tobie z 2015 roku, to jakiego byłaby gatunku?
Dramat, romans, sensacja, komedia?
12. Jaką najważniejszą lekcję bierzesz dla siebie z minionego roku?
13. Jakie własne ograniczenie przezwyciężyłaś?
14. Z którymi pięcioma osobami najlepiej spędzało Ci się czas?
15. Jaki był największy przełom w Twojej karierze?
16. Jak ewoluowały Twoje relacje rodzinne?
17. Jaki film lub książka wpłynęły na Ciebie najbardziej?
18. Jaki był najpiękniejszy komplement, który otrzymałaś w tym roku?
19. Jakie drobne rzeczy sprawiły Ci najwięcej przyjemności w codziennym życiu?
20. Co fajnego stworzyłaś w minionym roku?
21.Jak się najczęściej czułaś tego roku? Szczęśliwa, zestresowana, podekscytowana etc.
22. Czy jest coś, co zrobiłaś w ubiegłym roku po raz pierwszy w życiu?
23. Jaki był Twój ulubiony moment spędzony z przyjaciółmi?
24. Kto miał najbardziej pozytywny wpływ na Ciebie w minionym roku?
25. Które Twoje zmartwienia okazały się całkowicie niepotrzebne?
26. Które z doświadczeń chciałabyś znów powtórzyć?
27. Co było najpiękniejszym podarunkiem, który otrzymałaś?
28. Jak ewoluował Twój pogląd na życie?
29. Jaki był największy problem, jaki udało Ci się rozwiązać?
30. Jaki jest Twój najzabawniejszy moment z ubiegłego roku? Taki, który wciąż budzi Twój śmiech.
31. Który zakup okazał się świetną decyzją?
32. Jaką jedną rzecz zrobiłabyś inaczej i czemu?
33. Jakie zajęcia w ubiegłym roku powodowały, że traciłaś poczucie czasu?
34. O czym najwięcej myślałaś?
35. Czego najbardziej lubiłaś się uczyć?
36. Jakie nowe zwyczaje weszły do Twojego życia?
37. Jaką radę dałabyś sobie samej, gdybyś mogła cofnąć się w czasie o rok?
38. Czy jakakolwiek cześć Ciebie, czy Twojego życia zmieniła się w tym roku o 180 stopni?




Jeśli masz już jakieś plany i postanowienia noworoczne, przyjrzyj się odpowiedziom, które udzieliłaś na poprzednie pytania i zastanów, co jest naprawdę ważne,  jakie plany i cele warto obrać.
Nie musisz robić tego od razu. Czasem nawet lepiej, by wszystko, co wypisałaś, ułożyło się w głowie.


2016

1. Co obrałabyś za główny temat nowego roku?            
2. Co chciałabyś zobaczyć, odkryć, poznać?                  
3. Z kim chcesz spędzić więcej czasu w 2016 roku?      
4. Jakie nowe umiejętności chcesz nabyć lub doszkolić 
 już istniejące?
5. Którą ze swoich zalet chciałabyś rozwinąć?               
  6. Jak byś chciała, by wyglądało Twoje codzienne życie?
7. Które nawyki chcesz zmienić, albo porzucić?             
8. Co chcesz osiągnąć zawodowo?                                 
9. Jak chcesz pamiętać ten rok za 10/20/30 lat?             
10. Jaki jest Twój cel numer jeden w 2016?                    





Żródło: into-mind.com



wtorek, 29 września 2015

Back in Black

Choć w zasadzie wolę You shook me all night long, czy Thunderstuck.
Ale miało być black i prawie black jest... no prawie ;)

Darujcie mi, że nic mądrego z siebie dziś nie wycisnę, ale dorwała mnie tak zwana jesień i jej uroki. Czuję się mniej więcej tak, jakby dorwali mnie Czterej Jeźdźcy, choć muszę przyznać, że Pan Śmierć z Supernatural, ze swoją słabością do fast foodów i wiecznym siorbaniem coli z papierowego kubka przez słomkę, posiadał nieodparty urok osobisty.


Niesamowicie fajnie czyta się, że w tak zwanym międzyczasie urodziłyście dzieci, założyłyście własne blogi i nadal zdarza się Wam tu zabłądzić. To jest mega pozytywne :)


A! Bym zapomniała...
Trafiłam ostatnio na kilka książek z okolic minimalizmu i odgracania powierzchni życiowej.
Trzy już przeczytałam i będę chciała Wam je przybliżyć, a szczególnie jedną, która mnie powaliła na kolana (ta miętowa).



Tak po krótce:
Nic nie jest w stanie wytłumaczyć mojego makijażu - pandy, ale mogę próbować się usprawiedliwiać, że to był wieczór, to był koncert i klub, w którym jest dość ciemno...

Płaszcz - Mango
T-shirt- Bershka
Spodnie - New Yorker
Botki - CCC
Torebka - Stradivarius








Back in Black - MODNAPOLKA.pl PAULINA

środa, 16 września 2015

Black is the new Black

Wszystko podlega Efektowi Motyla. Wszystko...
Kilka tygodni temu znajomy, notabene M., zarzucił mi, że "nie wyglądam już tak jak kiedyś".
Po obrażeniu się, tak na wszelki wypadek, przełknęłam wytyk i przyznałam rację.
Różne są w życiu okresy, a w nich wyłaniają się różne priorytety, przez które zaniedbujemy inne sprawy. Moim są od dłuższego czasu psy i ani odrobinę nie żałuję. W ciągu roku dałam dom czterem psiakom. Trzy z nich już nie żyją, a u Tajsona wykryto nowotwór z przerzutami do wątroby. Póki co książę czuje się świetnie i wyniki ma jak najbardziej poprawne - o wiele lepsze niż przed wycięciem gigantycznego, 3-kilowego guza.
Wracając jednak do sedna sprawy... M. miał rację. To inteligentny chłopak i niestety często ma rację, co mnie bardzo irytuje rzecz jasna. Przełknęłam więc prawdę oczywistą i zaczęłam się ponownie zastanawiać, czego ja do cholery chcę, jeśli chodzi o odbicie w lustrze. Znowu trochę mi to zajęło.
W tak zwanym międzyczasie miałam wesele koleżanki, na które wystroiłam się jak Perfekt Hausfrau z lat 50tych. Sukienkę nadal uważam za boską, ale z całością chyba przesłodziłam. Miałam więc punkt zaczepienia - tak wyglądać właśnie NIE CHCĘ, no chyba, że dacie mi do ręki shotguna dla równowagi.


Musiałam, musiałam z tą etykietą mieć zdjęcie :)




sukienka na tiulowej halce - Mohito



Odkryłam, co następuje, że czerń, której wypowiedziałam wojnę mając niewiele ponad dwadzieścia lat, do wszystkiego pasuje... Co więcej, dobre połączenie czerni z czernią daje naprawdę niesamowity efekt. Choć tu niestety dość łatwo uzyskać niechciany look młodej metalówy, czy dziewczyny harleyowca, zamiast wziętej modelki fashion po godzinach.
"Założyłabyś czasem obcasy" wzięłam sobie do serca, choć tak "szowinistyczny tekst" wzbudził z początku oczywiście moją głęboką niechęć.

Mam więc czerń, skórę, skrawki beżu, bieli, grafitu, szarości, granatu, jedne bordowe rurki, jedne khaki. I czerń, jeśli jeszcze nie wymieniałam.

Do ramoneski i woskowanych spodni nie mogę założyć bikerów, bo boję się o efekt "harleya". Są więc siermiężne obcasy, platformy, koturny. Brakuje mi tylko jakichś adidasów z ukrytą koturną.

Od lewej: Wojas/Lasocki/CCC

Kapelusz nude - Reserved / Kapelusz czarny - H&M / Plecak - Zara


New Yorker 
- jeszcze nie wiem, czy dumne przesłanie, czy badziewny napis, ale krój świetny :)


Chyba muszę odświeżyć ten film :)


Ponownie wracając do sedna sprawy, chyba musiałam to znowu poczuć. Chyba wracam - tak z ciuchami i całym swoim kramem :)


PAULINA

piątek, 14 sierpnia 2015

To nie jest tak, że mam lepsze rzeczy do roboty... Po prostu rzadko mam coś ciekawego do powiedzenia.

A czasami mózg jest w stanie coś z siebie wypocić tylko na skrajnym zmęczeniu...


Tak wyszło, że zachciało mi się zarwać noc.
Kładę się po szóstej, mlask, mlask, paciu, mmm.
<kop, drap, kop, jeb>
Tajson sie drapie...
<Kop, Drap, Jeb, Kop, Jeb, Kop!>
Tajson się nieudolnie drapie...
<KOP, KOP, JEB, JEB, JEB, DRAP, KOP, JEB!!!>
Tajson się nie drapie...


Wstaję, a leżałam już dobre trzy minuty, patrzę - psem rzuca jak podpiętym do prądu - łapy, głowa, wywrócone oczy, dywan ze śliny.
W odruchu samozachowawczym udzielam pierwszej pomocy nowej wykładzinie i pieczołowicie wycieram pokłady śliny.
Później trzymam psa. Atak mija. To pewnie padaczka. Pewnie tak właśnie wygląda padaczka.
Wujek Google mówi, że to bardzo duży wysiłek dla organizmu, co tłumaczy hiperwentylującego się Tajsona.
Piszą też, że chory przez kilka minut po ataku jest całkowicie niepoczytalny. Szefu wstaje, z neurologicznym objawem podwijania
i ciągnięcia łap, robi kilka okrążeń po mieszkaniu, kładzie się na brzuchu, sika i wstaje. Krąży, przybija parę razy gwoździa z lustrem,
rozjeżdżają się łapki, dup na ziemię. Nie, nie! Nie wchodź na łó...!!! Za późno, pusty wzrok i leje w materac ile fabryka dała.
Schodzi i znów krąży, głową w lustro, chwila spokoju, stoi oparty o ścianę. Zero kontaktu, zero reakcji na mnie, czy jakiekolwiek komendy.
Podchodzi do fotela, podnosi nogę i daje tyle, że cała poduszka, którą podrzucam mu w ostatniej chwili jest ciężka i żółta.


W Ikei jestem na samo otwarcie, prosto od lekarza. 'Śniadanie wegetariańskie' jest naprawdę dobre,
tylko trzeba pamiętać o samoobsłudze i nie sterczeć przed barem jak kretyn.
Puszysty omlet z posmakiem bekonu i mini placki ziemniaczane z mini kosteczek ziemniaków zamiast puree.
Biorę dwie saszetki cukru z nadzieją, że zjedzony zadziała jak kawa. Rezygnuję w połowie pierwszej saszetki.
<Sypialnia> - Te materace są na dziale 'Pokój Dzienny'
<Pokój dzienny> - Znajdzie je Pani na kanapach.
<Kanapy> - One są chyba z działu 'Sypialnia'
- A mógłby mi Pan wyszukać to na stronie i po prostu podać numer regału?
- Nie chce Pani najpierw obejrzeć?
- Nie. Chcę iść spać.


O lustro. W sumie mogę kupić jeszcze lustro... Przecież i tak już nie zasnę. Znam siebie. Zasypiam w aucie.
W domu już nie zasypiam. Poza tym materac okazuje się dwoma oddzielnymi materacami zapasowymi do którejś z kanap.
Nie, nie chcę go oddawać. Chcę na nim spać. Teraz. Natychmiast. Zawsze.
W sumie ten poprzedni był niewygodny. Tajson wiedział, co robi.


Jest godzina dwudziesta. Nie. Nadal nie śpię. Czekam na pizzę, choć mam wątpliwości, czy mam fizycznie siłę ją pogryźć.
Z szafy patrzy na mnie zalotnie kask. Gdybym miała motocykl i dziś na niego wyszła, na pierwszym skrzyżowaniu wpadłabym jak nic pod rowerzystę.



Tak. Z księciem już wszystko ok. Odpoczywa. Oto książę :)



PAULINA

czwartek, 30 kwietnia 2015

Gdzie do cholery jest James Bond?!

Nie jestem feministką. Nie krzyczę, że wniosę sama lodówkę na ósme piętro, a wręcz odwrotnie. Ja krzyczę przeraźliwie, że dzisiejsi "panowie" przycinają sobie rozporkiem waginy, a ja sama muszę targać lodówkę.

Tak to bywa, że kiedy "wracasz na rynek", nagle pojawia się sporo starych lub całkiem nowych znajomych płci przeciwnej. W teorii prężą przed Tobą swoje muskuły i pawi ogon. W praktyce?
No właśnie...
W praktyce... zaczęłam przyglądać się temu, co sobą reprezentują wolni faceci od tuż przed trzydziestką aż do czterdziestki włącznie, choć "startowali do konkursu" i pięćdziesięciolatkowie.
Ci ostatni zawsze mieli problem z przyswojeniem informacji, ze ojca już mam.

Jednak wracając do sedna sprawy: Łódź, Polska. Mężczyźni w wieku 26-35 lat.
Usłyszałam wiele rzeczy (w tym kilka od moich kolegów), które zaczęły kształtować mój pogląd na to, że mężczyźni wyginęli. (Tzn założę się, że są, ale już od dawien dawna wyłapani przez sprytne kobiety. Uwikłani od lat w szczęśliwe związki!)
Co zatem usłyszałam od współczesnych "mężczyzn"?
... że bolą ich żylaki
... że lekarz zalecił im dietę bezglutenową i nie mają teraz krost
... że mieszkanie z rodzicami/mamą jest wygodne, bo ma się więcej pieniędzy na przyjemności
... że zaradność, to zarabianie pieniędzy, a nie umiejętność naprawy cieknącego kranu, bo przecież i do powieszenia półki na dwóch kołkach można sobie wynająć specjalistę i tak jest lepiej niż robić samemu
... że obsługa sprzętów typu wiertarka/flex jest dla ... "roboli", a praca fizyczna jawi się im obrzydliwa
... że schudniecie/zadbanie o siebie, to przesada, bo kobieta ma kochać za charakter, a nie za wygląd (ten sam kolega deklaruje, że nie umówi się z zaniedbaną/brzydką/grubą dziewczyną)
... że kobieta ma zarabiać minimum 3tys zł na rękę, bo on jej utrzymywać przecież nie będzie, ale ona jego to już nie jest taka zła opcja...
... że nigdy nie kupią mebli w Ikei, bo to trzeba samemu skręcać
Mam też ze dwóch dalszych znajomych, którzy choć typowo męski prace ogarniają wzorowo... nie ogarnęli podstawowych umiejętności miękkich, jak chociażby empatia czy podstawy kultury osobistej, jak nie pierdzenie ludziom w twarz (sic!).

90% powyższych tekstów skierowanych w moją stronę było, prawdopodobnie, próbą podrywu, co załamuje mnie potrójnie. Wszyscy zacytowani z jakiegoś powodu są singlami.

Kolorowa gazetka... otwieram, czytam pierwszy lepszy felieton, w którym Michał Piróg tłumaczy, iż "dzisiejszy mężczyzna nie musi prezentować sobą siły, bo już nie poluje na kobietę i nie porywa jej z wioski. Dziś męskie jest zarabianie pieniędzy i status społeczny."

Jaka zatem jest rola "dzisiejszego modelu mężczyzny" w domu? Podbieranie mojego lakieru do paznokci i piszczenie na widok ćmy? Kasłanie i filuterne machanie rączką, bo się nakurzyło?
A może to po prostu taka "męska" współlokatorka, która dzieli się kosztami?
Bo, kurde, naprawdę nie widzę zastosowania...

"W XX wieku, by mężczyzna mógł wziąć sobie żonę, musiał mieć własne lokum. Nie było mowy o mieszkaniu u rodziców w pokoju i kuchni, czy wprowadzaniu się do teściów."

Co będzie dalej? Czy my, kobiety, staniemy się nowymi samcami gatunku? Czy może jednak ta kobieca partia "mężczyzn" wyginie zapomniana w natłoku ewolucji.



*WKU i mamusia 

PAULINA


środa, 4 lutego 2015

"Nie mam głowy"

Może nie dosłownie.
Nie mam dziś głowy do niczego. I tak od ponad miesiąca. Bo z zasady jak się coś polepszy, to się popieprzy, choć niby jestem optymistką. Nie, no kurde, jestem!

Od paru tygodni wertuję oferty mieszkań. Jeśli mózg mógłby nas boleć, mój byłby już czerwony i opuchnięty.
Jak nie miałam fotografa, ani kogokolwiek, kto ma czas, chęć i podstawowe informacje o obsłudze lustrzanki, tak nie mam do dziś. Lampy do serwisu też nie zaniosłam, bo kredyt, bo jak tu wziąć najlepiej. Bo blok, czy kamienica? Ale musi być parter, bo mój psiudeł ledwo pokonuje tych kilka schodków. Są więc fajne mieszkania, na trzecim piętrze bez windy. No albo te na parterze, bez jakiegokolwiek ogrzewania. Albo też przyzwoite parterowe z własnym ogródkiem, za 4500zl za metr... Drugi raz nie dam się w to wpuścić. Inwestycja pod tytułem Julianów wystarczy mi za życiową lekcję. Syndyk wyprzedaje upadłe lofty u Scheiblera, ale po co mi 150 metrów na 3 poziomach, do tego z oknami na północ. Ciemność, widzę ciemność...
Do tego wymyśliłam sobie centrum z musowym sąsiedztwem parku. Gdzieś musimy chodzić postawić tę kupę na chodniku :) (Tak, sprzątam. Tak, on zawsze celuje w chodnik...)

Jako, ze mózg nie potrafi, boli mnie zatem głowa, która notabene jest żółta, bo fryzjerowi nie wyszło...
Ostatnio spóźniłam się o kilka godzin i ktoś zwinął mi sprzed nosa idealne mieszkanie. (Po tym  głowa bolała mnie jeszcze bardziej niż zwykle.)

Kiedy Maks nie jest chory, to zajmuje się umieraniem. W inne dni po prostu bolą go stawy. W jeszcze inne kibluję nockę, bo pies w klinice na obserwacji, a na dyżurze jeden lekarz. Czy żałuję decyzji? Ani trochę. On mnie kocha każdym swoim włoskiem :) Ot, po prostu doba mi się kurczy, a czasem wręcz cały tydzień.
Jeśli zatem akurat nie boli mnie głowa od ciągłego szukania mieszkań, ani rachunków u weterynarza lub nie boli mnie po prostu z czystej chęci wpełznięcia pod łózko i schowania się na chwilę przed światem, to zapewne boli z powodu koordynowania wielotygodniowego bazarku-zbiórki na inne psy, w tym Bezogosia, którego kiedyś pokazywałam, a który to chłopak jest moim podopiecznym.
Kto wygrał licytację, kto wpłacił, kto przesłał potwierdzenie, komu co na jaki adres, a ile będzie kosztować wysyłka. Tak, pod łóżkiem musi być cicho, spokojnie i całkiem wygodnie...

Wiecie, co mnie ratuje? (Poza zgaszonym światłem przy migrenie?) Zarwanie nocy z oczkami wpatrzonymi w ruchome obrazki w pudełku. Mam 3 kanały HBO i HBO OD (VOD, filmy na życzenie) i chyba tylko to mnie teraz trzyma przy zdrowych zmysłach.
Po prostu co za dużo, to niezdrowo.
Byle do wiosny! (przeprowadzki, kupna mieszkania, psa, który w końcu przestanie chorować etc.)
Mało Slow Life'owy ten dzisiejszy post...





PAULINA